Kategorie
Lepsza twórczość

Nie zaczynaj od początku

Mieć pomysł to naprawdę połowa sukcesu. Serio. Nawet, jeśli wydaje ci się, że prócz pomysłu niewiele wiesz. Wiesz, możesz wierzyć w te bajki o swojej niedoskonałości, pustej głowie, braku wystarczającej wiedzy lub… innych trelach morelach, które podsuwa ci głowa, a możesz też zmienić na chwilę, chwilunię percepcję i sprawdzić co się wtedy wydarzy.

Bądź jak… ty!

Gdy wpadasz na pomysł napisania książki, albo każdego innego kreatywnego przedsięwzięcia, a potem sabotujesz jego realizację, to znaczy, że lubisz pojęczeć. No przykro mi, ale siedzisz wówczas w skórze ofiary i mielisz się we własnym zupełnie nie wspierającym sosie. Sos, o jakim mowa to nic innego jak poczucie braku, które doświadczasz na własne życzenie. Przykład? Mam pomysł, ale nie jestem wystarczająco przygotowany merytorycznie… Nie mam wystarczająco pieniędzy…. Jestem „noname”, a nie TEN czy TAMTEN, więc nie zacznę realizować swojego pomysłu. Przerabiałam to, na szczęście szybko zmieniłam perspektywę i wybrałam bycie nie jak ten czy tamten, ale jak ja. Z moim nazwiskiem (no dobra, po pierwszym mężu, ale piękne), z moją zawartością portfela (nowo założona firma w branży wydawniczej, kredyt na mieszkanie, utrata pracy, rozwód, sama z małym dzieckiem…), z moim zasobem merytorycznym i pomysłem, który mnie poruszył na tyle, że postanowiłam wyjść z pozycji braku w obfitość.

Uciekaj, albo giń

Wolna wola – tu jest pies pogrzebany. Zapominamy, że ją mamy, i że jest to nasz jedyny stały, najmocniejszy zasób, którym sami sterujemy swoje być albo nie być w danej dziedzinie życia. Miałam wolę, by zostać pisarką, dlatego się nią stałam. Z każdą kolejną książką pracowałam nad przekonaniami, zmianą percepcji i zaufaniem do własnych pomysłów, które… płyną z serca. Najtrudniejsza praca zawsze wiązała się z zauważeniem wewnętrznego sabotażysty i powiedzenia mu: „nie”. To ja decyduję, czy piszę książkę. To ty decydujesz, czy piszesz książkę, czy uciekasz w świat „nie mam tego i owego”. Syndrom samozwańca jest powszechnie znany, wygodny, ale już nie modny. Nie w roku 2020 i nowej rzeczywistości, którą coraz więcej ludzi kreuje świadomie. Tak więc, uciekaj dalej, albo giń w swoich dotychczasowych przekonaniach, by odrodzić się na nowo.

Koniec końców

No dobrze, łatwo mi mówić… Czyżby? Już tak. Już łatwo. A teraz praktyczna wskazówka jak spojrzeć na siebie i swoją chęć napisania książki na określony temat i pustkę w głowie, by zacząć, napisać i puścić ją w świat? Nie zaczynaj od początku. Pozwól sercu podyktować to, co ma do powiedzenia na dany temat. Spisuj wszystko jak leci, nie filtrując słów, które padną z poziomu umysłu. Wiem, że wielu znanych pisarzy mówi, że pisanie to ciężka orka, a nie spływająca fala weny czy innych boskich „świadczeń”. To ich rzeczywistość. Ja nigdy przenigdy nie powiedziałabym o pracy pisarza, że jest ciężka. Pomimo braków wiedzy, konieczności przeprowadzenia porządnej dokumentacji, zadawania miliona pytań ekspertom i zakopywaniu się w tonach archiwalnych materiałów. Moja perspektywa to czysta przyjemność. Wracając do początku: wypisz wszystko, co ci ślina na klawiaturę przyniesie w kontekście twojego pomysłu na książkę i przyjrzyj się na chłodno. W wielu przypadkach już w tym momencie zobaczysz piękny obraz, z którego wystarczy uporządkować kolejne drobne elementy, składające się na fabułę. Spróbuj, raz, drugi. A potem zastanów się, czy znasz zakończenie swojej książki. Jeśli tak, to dobrze. Zapisz je sobie, ale nie przywiązuj się do niego, ponieważ może się zmienić i to będzie w porządku. Jeśli nie wiesz jak ma się książka zakończyć, wymyśl. Zapisz i zastanów się jaki początek pasowałby do tego zakończenia. Masz już dużo, cała reszta, to naprawdę dobra zabawa.

Zdjęcie z katalogu Thought na Unsplash