Kategorie
Lepsze rozmowy

Jak się pisze bajki – Rozmowa z Patrycją Mnich

Uwielbiam pisanie bajek, choć jest to – dla mnie osobiście – niezwykle trudne zajęcie. Literatura dla dorosłych jest przy bajkach prostsza w obsłudze. Choć mam już połowę pierwszego tomu powieści dla młodzieży, to jednak jej pisanie konsultuję z mężem, dzięki czemu świetnie się bawimy a i praca przy pisaniu idzie zdecydowanie przyjemniej. Ostatnio w Empiku wydałam piękną bajkę, która cieszy się dużym zainteresowaniem wśród młodych czytelników i ich rodziców. Prym wiedzie format audio, gdyż został nagrany w postaci słuchowiska. Jaki jest algorytm sukcesu słuchowiska? Bardzo prosty: dobra treść + świetne wykonanie i aranżacja. W tym przypadku za sukces odpowiada autorka bajki Patrycja Mnich i muzyk Daniel Grupa, z ogromnym wsparciem całej rodziny, która wzięła czynny udział w realizacji słuchowiska. Do posłuchania bajki zapraszam TU. A niżej rozmowa o pisaniu bajek z autorką Ptaków Dziwaków.

Czy morał zawsze musi być?

Nie wiem. Naprawdę. Nie jestem specjalistką od dziecięcej literatury, ale jej wielką fanką. Piszę głównie dla dorosłych, dla dzieci udało mi się do tej pory napisać dwa razy – dawno temu książkę „Klątwa dżina”, wydaną przez wydawnictwo Publicat, a drugi raz to była sztuka teatralna „Ptaki-Dziwaki”, wystawiona w krakowskim Teatrze Nowym, z której potem powstała książka i cudowna interpretacja w postaci audiobooka. Mogę powiedzieć, że uwielbiam pisanie dla młodych ludzi i mam nadzieję, że jeszcze coś popełnię dla tych czytelników. Natomiast nie kieruję się żadnymi wytycznymi, normami, właściwie jedyna jest taka, żeby gadać z dziećmi uczciwie, jak z równymi sobie. I nie traktował ich z góry. Lubię też, żeby to, co wynika z opowieści, nie było przykazaniem typu „bądź dobry i grzeczny”, ale by dawało młodym ludziom do myślenia i pozwalało im samodzielnie wyciągać wnioski. Np. w „Ptakach-Dziwakach” znalazła się chyba mocno nam teraz potrzebna przesłanka na temat tolerancji wobec inności i tego, że wszyscy jesteśmy dziwni i to jest właśnie świetne. Chciałabym, żeby moje historie pomagały dzieciom i młodzieży myśleć samodzielnie i by dodawały im odwagi do tego, by kiedyś, w  dorosłości, żyć mądrze i na własnych warunkach.

Pisanie dla dzieci – jak? Często gdy się widzi dziecko, zaczyna się do niego… seplenić, zdrabniać, ciumkać, czy w pisaniu też tak jest?

To prawda, ciumka się. Sama pamiętam jak bardzo tego nie cierpiałam jako dziecko. Podobnie jak poklepywania w policzki i mierzwienia włosów, strasznie mnie to wkurzało! Jak już wspomniałam, młodszy odbiorca jest dla mnie partnerem do rozmowy, a nie obiektem do pouczania i tiutiania.  Jeśli uda nam się przy pomocy książki pośmiać i pogadać o czymś ważnym to jest świetnie.

Czy wystarczy pomysł, by zacząć pisać dla małego czytelnika?

Jak w każdym pisaniu, pewnie trzeba też trochę potrafić pisać. J Ale uważam, że nie trzeba „znać się na dzieciach”, mieć pedagogicznego wykształcenia, czy gromadkę własnych dzieci, a raczej jakiś rodzaj ciekawości i potrzeby pogadania z młodymi ludźmi. Wręcz wydaje mi się, że najlepiej dla dzieci piszą osoby, których generalnie z dziećmi i wychowaniem nie kojarzymy. Bo oni właśnie nie tiutiają i nie wymądrzają się, tylko odwalają kawał dobrej pisarskiej roboty.

Masz czytelników testowych?

Przy „Klątwie dżina” pamiętam, że książka bardzo szybko została bohaterką audycji o literaturze dziecięcej w Radiu Kraków. I ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, bardzo się dzieciom spodobała i mówiły o niej niesamowicie mądre rzeczy! Poczułam się onieśmielona i ośmielona do dalszych działań zarazem. W przypadku „Ptaków-Dziwaków” mieliśmy testową publiczność teatralną, która uczestniczyła w próbach generalnych. No i potem na każdym kolejnym spektaklu. To akurat znakomite, gdy tekst żyje na scenie, bo można na bieżąco obserwować reakcje widzów i wyciągać wnioski.

Skąd wiesz, że książka którą napisałaś jest dobra?

Nie wiem. Boję się zawsze, czy to w przypadku książek, czy scenariuszy. J Natomiast wiem, kiedy byłam uczciwa i mogę powiedzieć „To byłam ja wtedy, tak właśnie chciałam z wami porozmawiać, nie podlizywałam się w tekście, nie próbowałam was kokietować, karmić tanią i łatwą gadką, żebyście mnie polubili. Potraktowałam was serio”. To wiem. I tak na pewno było choćby w przypadku mojej książki dla dorosłych czytelników, a szczególnie czytelniczek, „Hej, dziewczyno!”. W „Ptakach-Dziwakach” też się nie podlizywałam i niczego nikomu nie ułatwiałam.

Gdzie szukasz pomysłów do książek dla dzieci?

Mogę opowiedzieć, jak było w przypadku „Ptaków-Dziwaków”. Pewnej zimy poszliśmy ze znajomymi w góry. Był tam między innymi Piotrek Czabański, mój serdeczny kolega, a do tego pełen pasji ornitolog. Zaczęliśmy podczas wędrówki gadać o ptakach. I Piotrek tak mnie zaczarował, tak niesamowite rzeczy o tych ptakach opowiadał, jak o ludziach, z ich przywarami, zwyczajami, dziwactwami, że ja po prostu zwariowałam i jeszcze tam, na szlaku wykrzyknęłam, że trzeba z tymi ptakami-dziwakami coś zrobić! Piotrek pomógł mi wybrać postaci, czyli konkretne gatunki ptaków, w ogóle towarzyszył cały czas przy powstawaniu tekstu, więc wszystko, co tam jest na temat ptaków, jest zupełnie niezmyślone. To wiedza, która pochodzi od Piotra, który – co zupełnie nie jest dziwne – posiada ksywkę Ptasiek.

Kategorie
Lepsza twórczość

Nie zaczynaj od początku

Mieć pomysł to naprawdę połowa sukcesu. Serio. Nawet, jeśli wydaje ci się, że prócz pomysłu niewiele wiesz. Wiesz, możesz wierzyć w te bajki o swojej niedoskonałości, pustej głowie, braku wystarczającej wiedzy lub… innych trelach morelach, które podsuwa ci głowa, a możesz też zmienić na chwilę, chwilunię percepcję i sprawdzić co się wtedy wydarzy.

Bądź jak… ty!

Gdy wpadasz na pomysł napisania książki, albo każdego innego kreatywnego przedsięwzięcia, a potem sabotujesz jego realizację, to znaczy, że lubisz pojęczeć. No przykro mi, ale siedzisz wówczas w skórze ofiary i mielisz się we własnym zupełnie nie wspierającym sosie. Sos, o jakim mowa to nic innego jak poczucie braku, które doświadczasz na własne życzenie. Przykład? Mam pomysł, ale nie jestem wystarczająco przygotowany merytorycznie… Nie mam wystarczająco pieniędzy…. Jestem „noname”, a nie TEN czy TAMTEN, więc nie zacznę realizować swojego pomysłu. Przerabiałam to, na szczęście szybko zmieniłam perspektywę i wybrałam bycie nie jak ten czy tamten, ale jak ja. Z moim nazwiskiem (no dobra, po pierwszym mężu, ale piękne), z moją zawartością portfela (nowo założona firma w branży wydawniczej, kredyt na mieszkanie, utrata pracy, rozwód, sama z małym dzieckiem…), z moim zasobem merytorycznym i pomysłem, który mnie poruszył na tyle, że postanowiłam wyjść z pozycji braku w obfitość.

Uciekaj, albo giń

Wolna wola – tu jest pies pogrzebany. Zapominamy, że ją mamy, i że jest to nasz jedyny stały, najmocniejszy zasób, którym sami sterujemy swoje być albo nie być w danej dziedzinie życia. Miałam wolę, by zostać pisarką, dlatego się nią stałam. Z każdą kolejną książką pracowałam nad przekonaniami, zmianą percepcji i zaufaniem do własnych pomysłów, które… płyną z serca. Najtrudniejsza praca zawsze wiązała się z zauważeniem wewnętrznego sabotażysty i powiedzenia mu: „nie”. To ja decyduję, czy piszę książkę. To ty decydujesz, czy piszesz książkę, czy uciekasz w świat „nie mam tego i owego”. Syndrom samozwańca jest powszechnie znany, wygodny, ale już nie modny. Nie w roku 2020 i nowej rzeczywistości, którą coraz więcej ludzi kreuje świadomie. Tak więc, uciekaj dalej, albo giń w swoich dotychczasowych przekonaniach, by odrodzić się na nowo.

Koniec końców

No dobrze, łatwo mi mówić… Czyżby? Już tak. Już łatwo. A teraz praktyczna wskazówka jak spojrzeć na siebie i swoją chęć napisania książki na określony temat i pustkę w głowie, by zacząć, napisać i puścić ją w świat? Nie zaczynaj od początku. Pozwól sercu podyktować to, co ma do powiedzenia na dany temat. Spisuj wszystko jak leci, nie filtrując słów, które padną z poziomu umysłu. Wiem, że wielu znanych pisarzy mówi, że pisanie to ciężka orka, a nie spływająca fala weny czy innych boskich „świadczeń”. To ich rzeczywistość. Ja nigdy przenigdy nie powiedziałabym o pracy pisarza, że jest ciężka. Pomimo braków wiedzy, konieczności przeprowadzenia porządnej dokumentacji, zadawania miliona pytań ekspertom i zakopywaniu się w tonach archiwalnych materiałów. Moja perspektywa to czysta przyjemność. Wracając do początku: wypisz wszystko, co ci ślina na klawiaturę przyniesie w kontekście twojego pomysłu na książkę i przyjrzyj się na chłodno. W wielu przypadkach już w tym momencie zobaczysz piękny obraz, z którego wystarczy uporządkować kolejne drobne elementy, składające się na fabułę. Spróbuj, raz, drugi. A potem zastanów się, czy znasz zakończenie swojej książki. Jeśli tak, to dobrze. Zapisz je sobie, ale nie przywiązuj się do niego, ponieważ może się zmienić i to będzie w porządku. Jeśli nie wiesz jak ma się książka zakończyć, wymyśl. Zapisz i zastanów się jaki początek pasowałby do tego zakończenia. Masz już dużo, cała reszta, to naprawdę dobra zabawa.

Zdjęcie z katalogu Thought na Unsplash